tfurczosc blog

Twój nowy blog

Dziury w głowie

Brak komentarzy

SRSLY, jestem tak zmęczony że nie wiem już co miałem do zrobienia. Żeby nie zapisywanie wszystkich możliwych terminów chyba bym zapomniał o wszystkim o czym się da.

Kurde, racjonalizujmy. Po ośmiu godzinach pracy (przypominam imprezującym, że jeszcze jest sobota ;-) ) mam serdecznie dosyć. Realnie co najmniej 60h pracy w 5 minionych dni i teraz dzień dzisiejszy… Jak w temacie. Dzisiaj gala boksu w Hamburgu, czas w końcu zostawić edytory kodu, calca i inne pierdoły tudzież zastanawianie się co się lepiej sprzeda i jak do tego doprowadzić.

Jutro wieczorem odpoczywam, hej! Już się nie mogę doczekać spotkania z rodzinką :)

Nabrałem tyle projektów, że jak się z nimi wyrobię to będzie cud.

Nie chce mi się, a misie nie chcą też :)

W tych (podobno) trudnych dla odporności czasach znalazłem sobie idealny sposób na rozgrzanie się, a przy okazji – niepowtarzalne (dla nie wprawionych dosłownie, he he ]:> ) wrażenia smakowe. Sosik w stylu dipa, nazwałbym go przewrotnie pocałunkiem piekieł, bo jest na początku słodziutki.
A później… Do oceny samodzielnej:

  • Pół miseczki płynnego miodu
  • Sok z jednej cytryny
  • Pół torebki ‚pieprzu cayenne’ Kamis
  • Pół torebki chili (Appetita)
  • Łyżeczka cynamonu

Składniki dokładnie wymieszać, odstawić na jakieś pół godziny do lodówki i używać ze smakiem do np. pieczonego kurczaczka. Skrzyyydełka, ha ha!

Przebranie się ze stroju podróżnego i pełne przygotowanie do „Wyglądania profesjonalnie by świadczyć usługi na najwyższym poziomie” zajęło mi dzisiaj 30 minut od momentu wejścia do pracy do zakończenia w/w czynności. Przebranie się z powrotem zajmie pewnie 5-10 kolejnych. I tak oto firma zapewniła sobie, że z teoretycznych 410 minut wynikających z czasu pracy + przewidzianych przez BHP i inne przepisy przerw zostało realnie 370. Oznacza to, że jedno durne rozporządzenie obniżyło produktywność o 9.7%. Ale przynajmniej wyglądamy profesjonalnie, co oznacza że czas porozmawiać o podwyżkach.

Tak, oczywiście że się wyżywam tutaj. Dzięki temu jestem dzisiaj uśmiechnięty. Założyłem spodnie! Te takie mniej informatyczne a bardziej handlowczynowe.

Nasuwa się teraz złowrogie pytanie rodem z cytatu: „Now a question of ettiquitte, as I pass, do I give you the ass or the crotch?” – ale tutaj jedyna bezpieczna odpowiedź brzmi: „none”

Burnout

Brak komentarzy

Dowiedzialem sie wczoraj, ze programista aplikacji internetowych bez marynarki, koszuli i krawata wyglada nieprofesjonalnie.

Zaczynam na nowo definiowac swoj system postrzegania kompetencji zawodowych, skoro: ryczenie w rekaw czlonka zarzadu i kompletny brak wiedzy na temat organizacyjnej, technicznej i finansowej ze strony prowadzacych pewne projekty sa profesjonalne. No coz, zakiety i marynarki jak juz pisalem… Widac liczy sie tylko wizerunek i punkt siedzenia.

No po prostu blablabla. Dawno nie pisałem, bo jakoś tak nie mam nastroju na uzewnętrznianie się. Ale niemniej kilkoma myślami się podzielę.

  • Primo, opos niesamowicie rozciągnięty, szpagacik że hej!
  • Secundo, wzory i inicjatywa żony bardzo ładne i bardzo obiecujące
  • Tertio, ciało jest świątynią ducha (to tak a propos wielu innych kwestii, m.in. dzisiejszego TV :) )

Dużo napisałem? Mało. Ale po co pisać więcej… A, jeszcze fajnie mi w pracy że mogę robić nowe rzeczy i jeszcze mnie do tego zachęcają. Szwagier policzył, że szkolenia na których nauczyliby nas robić to co robimy kosztowałyby 40.000PLN/os. A my wykonujemy swoje jako samo-interneto-ucy, więc razem to już 80.000. Niezła kwota, to gdzie moja połowa? :D

Środa trzynastego. Nie bez dużego promyczka słońca, bo na całe szczęście jedną z kwestii wiszących kawał czasu udało się zamknąć. Jest to na pewno chwila oddechu której bardzo potrzeba.

Niemniej jednak znowu wszystko muszę robić na wariata, bo ‚ktoś coś zrobił nie tak i trzeba mu pomóc’. Powiem szczerze, że przykre robić to ze świadomością że i tak nikt tego nie doceni. Bo jeżeli mam być szczery to bycie mieszanym z gównem przez zarząd nie mający pojęcia o ogromie pracy, jaki wykonujemy w ramach tzw. działalności operacyjnej jest zdecydowanie demotywujące.

Poza tym stare porzekadło mówi, że jak się ma miękkie serce to trzeba mieć twardą dupę. Na pewno sprawdza się to w szczególności w relacjach biznesowych i nie omieszkam sobie przypomnieć tego przy okazji najbliższej rozmowy z drugim zalegającym z rozliczeniem kontrahentem.


  • RSS